Podobają Wam się posty?

wtorek, 22 kwietnia 2014

Wypad po zapasy

   Hej, tu autor bloga. Sorry, że nie było postów, ale były święta, a tym samym-wyjazd. Postaram się nadrobić zaległe posty. Jeszcze dziś postaram się o 2, lub 3. Pozdro :)
19.IV.14
   Dzisiaj bardzo się wk*rwiłem: w domu zostało kilka batoników, przyprawy, trochę lodów i butelka wody: zapasy nam się kończyły, a było nas dokładnie 26! Musieliśmy wyruszyć na poszukiwanie żarcia...
   Bez śniadania poprosiłem niektórych naszych, żeby wyruszyli z nami, na wypad zgodzili się: Gabe, Kevin, Leon, mój tata, stryj Hugh, Garry, Marc, pan Roberts, Victor Eriquez i Carol Anderson (zabrani podczas odjazdu ze szkoły) a także: Bill, Carla, jej mama i Amy z naszej klasy. Zostało 12-tu, prawie wszystkie dziewczyny z naszej klasy, Christy i narzeczona wujka. Zabraliśmy 3 samochody i autobus, no i broń, rzecz jasna. Zostawiliśmy im wiatrówkę taty, a sami wzięliśmy pistolety,strzelbę i maszynówki, znalezione u Leona. Odjechaliśmy.
   Wpierw chcieliśmy jechać do jakiegoś małego sklepiku, ale potem zdecydowaliśmy się na supermarket. Podjechaliśmy do Tesco. Wtedy tata nam powiedział:
-Pamiętajcie, mogą być tam zakażeni, trzymajcie palec na spuście i celujcie w serce lub głowę, a teraz...Gabe, otwieraj!
Weszliśmy, oglądałem "Zombie Island" i widziałem, że gdy wchodzili do sklepu, wpierw wywabiali chorych rozbijając coś. Rozbiłem więc szklanki.
-Co to robisz?!-zapytał Bill-Chcesz, żebyśmy zginęli?!
Nie odpowiedziałem, natomiast każdy czekał. Zaczęły się pojawiać. Szły jak alkocholik który już ma dość: całą szerokością. Było ich około 20-cia. Zaczęliśmy ostrzał. Padały od góra dwóch strzałów. Ale niektórym udało się dotrzeć za bramkę.
-Odejdźcie!-krzyknął Victor, lecz Bill i Carol nie usłyszeli. Jeden z potworów rozerwał Billowi ramię, a dwa kolejne-rozszarpały Carola tak, że jego brzuch przypominał wylany kubek czerwonej farby. Zabiliśmy te istoty. Potem strzeliłem do Billa, wyglądał jak pies łaszący się na podłodze, Carol również otrzymał kulkę, ale nie ode mnie, lecz od Marca.
-Dobra, bierzcie koszyki i pakujcie wszystko, co się nada, potem spakujemy to do samochodów.-powiedział stryj.
    Po jakiejś godzince zebraliśmy wystarczająco dużo żarcia i innych rzeczy, że spokojnie będą wystarczeć na jakiś miesiąc, do tego czasu raczej będzie normalnie (mam taką nadzieję). Wyszliśmy. Spakowaliśmy trochę do naszego samochodu-Hyundaia ix35, resztę do malucha Garry'ego i Lamborginhi wuja. Postanowiliśmy, że pojedziemy jeszcze do Jimbo's Guns, wyposażyć się w broń. Zabiliśmy po drodze "trochę" zakażonych, po prostu je rozjeżdżając.
    Weszliśmy ze spokojem. Zabiliśmy Jimba, kumpla taty ze szkoły. Jego sklep był mały, ściany były powypychane kamizelkami moro. Ściany były szare, choć nie jestem pewien. Nad naszymi głowami były sieci a w nich liście-"pułapka?" pomyślałem. Biurko było bardzo przyzwoite: w "odcieniach" broni. Zabraliśmy wszystkie snajperki, karabiny, pistolety, strzelby i noże, jakie wpadły nam w ręce.
   Wyszliśmy, ale czekała tam na nas niespodzianka: zombie będące na ulicach. Wybiliśmy większość, ale około 5 czaiło się obok śmietniska, nie zauważyliśmy ich, a pobiegła tam Amy. Skutków możecie się domyślać. Całe szczęście nie wszyscy wysiadli, więc było łatwiej, weszliśmy do samochodów i pojechaliśmy do domu.
   Z uśmiechami na twarzach wyszliśmy z samochodów, niosąc zapasy i broń. Jednak coś mi nie grało: taras był otwarty, a przecież zakazaliśmy im otwierać go, na wypadek, gdyby stali tam zakażeni. Wbiegłem do domu a tam? Masa krwi, wszędzie ciała....
-O nie! No nie!-krzyczałem wraz z tatą. Zauważyłem Karen i Lily, martwe. Ich ciała wyglądały, jakby przeszły przez krajzegę: praktycznie bez nóg i rąk, ich brzuchy były rozszarpane i pozbawione jakichkolwiek narządów. Napotkaliśmy w salonie trzech chorych: w tym dwóch naszych, zabiliśmy ich. Pobiegłem na górę wraz z tatą do pokoju macochy i dziewczyny wuja. Były zamknięte w pokoju, żyły, na szczęście. Jednak tylko one, Beth i Luis przeżyli. Z naszej 26 zostało piętnąście ocalałych. Wynieśliśmy ciała i wytarliśmy krew. Nie mogłęm usnąć całą noc, z natłoku wrażeń....
Wrotten by K.B

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz