Podobają Wam się posty?

środa, 30 kwietnia 2014

3 Dni...

20.IV.14
   Dzisiaj krótko: budowaliśmy "wieżyczki obronne", doły z włóczniami, itp. Nikt nie umarł, nikt nie dołączył do grupy....
21.IV.14
   Rano obudziło mnie pukanie: "Kto to może być?"-pomyślałem. Podszedłem do drzwi, zajrzałem przez wizjer a tam? Masa ludzi, kilku chyba z Meksyku:
-Możemy wejść? Widzieliśmy grafiti! (zapomniałem napisać, że na samochodach pisaliśmy: "Ten kto żyje, niech przyjedzie tam: Goldberg...)-krzyczał jeden z nich.
-Tato! Chodź! Jacyś ludzie przybyli!-krzyknąłem. Tata przyszedł, zaprosił ich. Przedstawili się: jeden to Juan, a pozostali-Ruben, Mico, Corin, Phillip, reszty nie pamiętam. Było ich tam 20-tu. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Z biegiem czasu uświadamiam sobie, że to był błąd...
22.IV.14
   Po przebudzeniu zszedłem na dół, a "nowi" właśnie wychodzili. Z bronią, jedzeniem, bateriami...
-Stójcie!-krzyknąłem, zabrali nam wszystko! Na szczęście w skrytce był jeszcze colt. Przycelowałem...i strzeliłem jednemu w twarz. Oni zaczęli do nas strzelać, zbudziłem wszystkich. Miałem jeszcze 2 bronie: G3RC i AK-47. Tacie dałem tę pierwszą, drugą-Kevinowi. Kilku padło, choć reszta ukryła się za wieżyczką. W pewnym momencie rozległ się krzyk:
-Aaaa!-krzyczeli tamci. Zombie ich dopadły. Jeden z nich trafił jednak dziewczynę stryja. Dokładnie w oko.
   Wujek płakał. My zbieraliśmy skradzione przez nich rzeczy. Przy okazji zdobyliśmy trochę wody. Nasza gromada się pomniejszyła. Postanowiliśmy, że zostajemy tu jeszcze przez 2 tygodnie, potem-wyjeżdżamy. Ciekawiło mnie, gdzie będziemy jechać. Rozmyślałem o Kanadzie, może tam zaraza się nie dostała? Możemy też założyć obóz w opuszczonej hali. Porozwieszać wszędzie mapy, i jakoś żyć, ale czy to ma sens? Nim jakąś znajdziemy większość umrze, albo podzielimy się na małe grupki. Teraz tylko możemy liczyć na siebie, bo inni żywi mogą być przyjaciółmi, ale mogą być przebrzydle źli, jak tamci Meksykanie. Liczę, że za niedługo odnajdą lek i przeżyjemy, ale czy tak czysto-teoretycznie to możliwe? Może to jakiś zmutowany wirus wścieklizny? A jeśli tamte stwory nabędą jakąkolwiek inteligencję, chociażby 3-4 letniego dziecka, jesteśmy zgubieni. Będziemy czekać tu tylko dlatego, bo może ktoś jeszcze znajdzie naszą informację (zrobiliśmy około 40-ści). Teraz boję się nawet samego siebie: zabijam ludzi, jak roboty w "Terratorze". Chcemy stworzyć osadę, ale nie wiem, jak wielu ludzi jeszcze żyje. Teraz idę spać, dobranoc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz